niedziela, 26 lutego 2017

rozdział 7: ojciec chrzestny

                Mariusz spojrzał na zegarek i wyszedł ze swojego pokoju. Do wyjazdu z hotelu na stadion mieli jeszcze jakieś pół godziny, a jemu od wczoraj chodziło coś po głowie. Zapukał do pokoju Błaszczykowskiego, ale nikt nie odpowiedział. Zapukał też do siostry, ale było pusto. Zastał ją we wspólnym pokoju w towarzystwie Szczęsnego, Thiago i Karola, ale ona nie była jego celem. Ruszył dalej na poszukiwania piłkarza. Dorwał go dopiero w ogródku razem z innymi. W sumie to wcale nie zdziwiła go wcale obecność tu ich wszystkich, bo pogoda była świetna  i grzechem byłoby kiszenie się w pokojach.
                - Kuba, masz może chwilkę? – zapytał, stając za stolikiem, przy którym siedział pomocnik.
                - Jasne. – Kuba skinął głową i wstał ze swojego miejsca.               
                - Ho, ho… To już czas na TE rozmowy? – zaśmiał się Fabiański, a Kuba tylko pokręcił głową i ruszyli ze Stępińskim kawałek dalej, gdzie za ozdobnymi krzakami stało jeszcze kilka pustych stolików.
                - Co tam? – zapytał pomocnik, gdy zajęli swoje miejsca.
                - Chodzi o to, że wiem o tobie i mojej siostrze, ale na wstępie mówię, że nie mam nic przeciwko. Nawet w sumie bardzo się cieszę z tego powodu – zaczął. – I wiem też o tym, że poznaliście się już kilka lat temu. Opowiadała mi o tym wtedy, a teraz skojarzyłem fakty – zaśmiał się cicho.
                - Od razu chciałbym cię zapewnić, Mariusz, że nie mam złych zamiarów wobec Łucji.. Jest świetną dziewczyną i cieszę się, że znów ją spotkałem.
                - Nie wątpię w to. – Chłopak pokiwał głową. – I wiesz.. właśnie chodzi mi o to wasze spotkanie – powiedział trochę tajemniczo. Kuba zmarszczył brew i popatrzył na młodszego kolegę. – Wiem, że wróciłeś następnego dnia pod dom ciotki i pytałeś o Łucję. – Uśmiechnął się lekko, a Błaszczyowski nagle spoważniał.
                - A ona…
                - Spokojnie, ona nic nie wie. Ciotka dochowała twojej tajemnicy wobec niej, ale mi się wygadała – zaśmiał się. – No, a teraz powiązałem fakty…
                - Może gdyby tak szybko nie wyjechała, wszystko ułożyłoby się inaczej… – mruknął piłkarz jakby sam do siebie.
                - Może już wtedy miałbym równego szwagra – palnął Mariusz, po czym panowie spojrzeli na siebie i zaczęli się śmiać. – No nic, po prostu chciałem żebyś wiedział. – Wstał i poklepał Kubę po ramieniu. – Naprawdę wam kibicuje – dodał i ruszył z powrotem do hotelu.
Kuba został tam jeszcze chwilę sam. Oparł się wygodnie i podrapał po podbródku. Co by było gdyby? Może wtedy Łucja zostałaby w kraju i coś by się pomiędzy nimi zrodziło? Może oszczędziłoby to dziewczynie nie wypałowego małżeństwa z Brytyjczykiem? Wtedy znów nie wiadomo czy zrobiłaby taką karierę, czy byłaby w takim miejscu w jakim jest teraz…

                Ten mecz Łucja spędziła siedząc z chłopakami przy ławce rezerwowych. Chciała być bliżej przyjaciół, a w końcu taka możliwość nie zdarza się na co dzień. Jako zwykła managerka nigdy nie mogłaby tu zasiąść, a przebywając z polskimi piłkarzami, czuła się jakby była częścią tej drużyny. Czuła się z tu z nimi świetnie. Czuła się tu jak na dużym rodzinnym spotkaniu, a oni to najlepsi bracia, którzy uwielbiają dokazywać. Współpracując z innymi piłkarzami czy ich grupą, jeszcze się tak nigdy nie poczuła. Nie miała pojęcia czy wpływ na to miała obecność jej prawdziwego brata, związek z Kubą czy fakt, że w końcu w całości przebywa ze swoimi rodakami, ale jedno było pewne – było idealnie. Siedząc na wolnym fotelu obok Peszkina i słuchając jego wywodów na temat piłki, Łucja podjęła ważną decyzję w swojej karierze – będzie pracować dla PZPNu, a mianowicie, będzie uczestniczyć w zgrupowaniach i pomagać.
                Stała w rzędzie przy linii i obserwowała piłkarzy, którzy kolejno podchodzili na jedenasty metr przed bramką. Opleciona z jednej strony ramieniem brata, a z drugiej Łukasza Wiśniowskiego, mocno przygryzała wargę przez nerwy, które teraz towarzyszyły im wszystkim. Cały mecz Polacy przeważali i byli dużo lepsi od Portugalczyków, ale los chciał by mecz zakończył się remisem, dogrywka tak samo, a zwycięzcę miały wyłonić rzuty karne.
                Do piłki podszedł Kuba. Łucja na chwilę zamarła, a w momencie gdy Patricio wybronił, wstrzymała oddech. Poczuła jak jej brat cały zesztywniał, a Łukasz otworzył szeroko buzię. Dziewczyna wzięła głęboki oddech i odprowadziła wzrokiem Kubę do grupki piłkarzy. Nawet nie wyobrażała sobie co piłkarz może teraz czuć. Wszyscy mieli jedynie nadzieję, że Quaresma, który właśnie podchodził do jedenastego metra, również zmarnuje swoją szansę. Dziewczyna zamknęła oczy i czekała na jakąkolwiek reakcję z zewnątrz. I nagle za nimi nastała cisza. Żaden z jej sąsiadów się nie ruszył, a w zamian za to, cała przeciwna trybuna zawrzała. Otworzyła oczy i zobaczyła biegających i cieszących się Portugalczyków oraz stojących na środku Polaków. Było jej naprawdę przykro, bo chłopcy byli niesamowici podczas tego meczu oraz całych mistrzostw, a rzuty karne są jak rosyjska ruletka. Wypali albo nie.
                Poczuła mocny uścisk brata, dla którego to była wielka i najważniejsza przygoda. Wielu chłopaków miało szanse na powołanie trenera Nawałki, a dostał ją właśnie Mariusz. Nie zagrał dużo, ale i tak było to dla niego przeżycie. Wszyscy zaczęli się rozchodzić, a sztabowi zbierać ich rzeczy. Polscy kibice zaczęli bić brawa swoim bohaterom, które zaczęły zagłuszać radość Portugalczyków. Polscy piłkarze pokazali na co ich stać, a polscy kibice - jacy są wdzięczni za te wszystkie emocje, jakie im dostarczono.
                Łucja weszła do tunelu jako jedna z ostatnich. Kroczyła w towarzystwie Wiśni, który filmował drogę przed sobą. Weszli do szatni zaraz za Robertem. W środku panowała cisza. Jedno siedzieli przy swoich szafkach i tępo wpatrywali się w ścianę lub podłogę, a drudzy zaczynali nawiązywać ciche konwersacje z towarzyszami. Stępińska wypatrzyła Kubę i przycupnęła obok niego. Kuba bez słowa po prostu objął ją ramieniem i przytulił do siebie. Wyglądał na naprawdę zmęczonego i rozczarowanego.
                Nikt na głos go nie obwiniał, bo tak naprawdę nie miał prawa, ale on właśnie tak się czuł. Jeżeli któryś chojrak, zacząłby mu to wyrzucać, cała armia stanęłaby w jego obronie. W szczególności Łucja, która wydrapałaby pewnie tej osobie oczy. Kuba naprawdę dużo zrobił dla reprezentacji i był jednym z najlepszych, ale i tak wszyscy wiedzieli, że najbardziej zapamiętany mu będzie ten właśnie błąd. Wziął na siebie całą odpowiedzialność za porażkę i walczył z tym wewnątrz siebie.
                - Stary.. – Przed nimi pojawił się Jędrzejczyk, który położył dłoń na ramieniu przyjaciela. – Ten cały Ronaldo ze spółką może i zagrają dalej, ale tak czy siak, wygrałeś w pojedynku z nim – dokończył i wskazał na przyklejoną do niego szatynkę. Na twarzy Błaszczykowskiego pojawił się lekki uśmiech, a Łucja zaśmiała się cicho pod nosem. Pomocnik ucałował dziewczynę w czubek głowy, a Artur odszedł do kolegów.

                Dochodziła godzina szesnasta, gdy samolot wylądował na płycie lotniska na Okęciu, na którym przygotowano salut wodny na cześć przybyłych piłkarzy. Przejście do gmachu lotniska było proste. Gorzej było już z lotniska przejść do podstawionego autokaru. Czekał tam na nich tłum ludzi, którzy jako pierwsi chcieli ich powitać i pogratulować.
Łucja trzymała się raczej kadry technicznej. Nie chciała się mieszać w tłum piłkarzy, na których czekali kibice. Gdy usłyszała ich krzyk, zrobiło się jej ciepło na sercu. Byli dumni z piłkarzy i z tego jak daleko zaszli. Szeroko się uśmiechnęła, gdy usłyszała przed sobą wiwatowanie na cześć Kuby. Był dla nich prawdziwym bohaterem.
Łucja zajęła wolne miejsce w autobusie obok Kuby i od razu oparła głowę o jego ramię. Mężczyzna w końcu zdjął z nosa okulary przeciwsłoneczne, które miały zatuszować jego zmęczenie. Z resztą, większość z nich nie spała. Oglądali powtórki i urywki z meczu, doszukując się swoich błędów i niewykorzystanych okazji. Każdy wiedział, że czasu już się cofnąć nie da, ale musieli to zrobić. Przed nimi usiedli Piszczek i Fabiański, którzy również całą drogę z lotniska do hotelu spędzili w ciszy. Wszyscy już jedną nogą byli na zasłużonym urlopie.
               
                Kilkoro piłkarzy siedziało w hotelowym lobby i czekało na znak, że mogą się już rozjeżdżać do domów na wakacje. Usłyszeli ciepłe słowa od szefostwa i teraz odliczali minuty do tego, by w końcu wyspać się w swoim własnym łóżku. Pomiędzy nimi wmieszali się właśnie Wiśnia oraz Łucja, która ułożyła się właśnie na ramieniu Kuby. Zgrupowanie się skończyło, więc ich ukrywanie się przed światem tym bardziej.
                - Wiecie co… - zaczął znudzony Jędrzejczyk. – Ja to jednak nie zapomnę tych całych mistrzostw. To było coś, nie chłopaki?
                - Pokazaliśmy w końcu ten ogień! – zawył Sławomir. – Jak ta husaria!
                - Te, husarz, lepiej wypatruj naszego Sobieskiego, a nie udawaj, że na historii się znasz – zaśmiał się Fabiański.
                - Co? Sobieski? Gdzie? Już możemy? – Artur Boruc, który wcześniej drzemał sobie na ramieniu Pazdana zerwał się po usłyszeniu tej jakże wieloznacznej nazwy.
                - Nigdzie, śpij dalej, bo jak cię w nocy Sara dorwie to się nie wyśpisz – mruknął roześmiany Michał.
                - Eeee.. Nic się tu u was nie dzieje, tylko ochoty narobiliście… Idę zobaczyć co robią gdzie indziej. – Bramkarz machnął ręką, wstał ze swojego miejsca i skierował się w stronę restauracji, gdzie wcześniej wchodził Lewy, Szczęsny i Krychowiak. Przez to na jednym miejscu po Arturze skorzystali Stępiński i Kapustka, którzy wcześniej stali obok nich.
                - Nie no, to Euro najbardziej jednak będzie pamiętne dla Kuby i Łucji – wyszczerzył się Piszczek. – Nie mówcie, że nie! – dodał, a Kuba i Łucja spojrzeli na siebie. Łukasz miał całkowitą rację, bo przecież gdyby nie Euro i postawa Polaków na nim, Łucja nie przyjechałaby zobaczyć się z bratem, gdy ten był w towarzystwie reprezentantów.
                - Wiecie co… Ja to jednak czuję się jak ojciec chrzestny ich związku! – wypalił dziennikarz, a wtedy wszystkie zebrane pary oczu zwróciły się ku niemu. – No co? – mruknął mężczyzna. – Byłem świadkiem tylu rzeczy, o których nie macie pojęcia! – dodał, a teraz wszyscy spojrzeli na wcześniej wymienioną parę.
                - A mianowicie o czym nie wiemy? – zapytał zainteresowany Mariusz.
                - Najpierw to sobie gruchali jak te gołąbeczki na balkonie, to znaczy zaraz po tym jak Łucja przyjechała do nas. Później z okna widziałem jak pluskają się razem w morzu. – Uśmiechnął się szeroko do nich. – No co? Potem ich sławny buziak, ale to nie tylko ja widziałem! – Popatrzył po kolegach. – I…
                - I co? – wtrąciła się Stępińska z coraz to bardziej morderczym spojrzeniem dedykowanym dla dziennikarza.
                - Oficjalnie już możecie się zbierać. – Nagle jakby znikąd za nimi wyłonili się Adam Nawałka i Tomek Iwan. – Udanego urlopu życzymy i do zobaczenia na zgrupowaniu.
Posłali uśmiechy piłkarzom po czym odwrócili się i skierowali w stronę korytarza. Chłopaki popatrzyli po sobie i podnieśli się. W kącie holu stały ich walizki, więc ruszyli w tamtą stronę. Całe szczęście, że każda była podpisana, więc nie mieli problemu z odnalezieniem każdy swojej.
                - Łukasz! – Łucja zaczepiła Wiśnie, gdyż to ich trójka jako ostatnia wstała z kanap. – I… I co? – zapytała, a on popatrzył roześmiany na nią i Kubę.
                - Ktoś wtedy musiał narobić tego hałasu, prawda? – Popatrzył na nich ze znaczącą miną i przyśpieszył po swoje rzeczy. Ci popatrzyli po sobie i po chwili wybuchnęli śmiechem. 

Pomimo tego, że ten rozdział miałam już napisany wcześniej, poprzez Wasze komentarze, końcówka uległa całkowitej zmianie :) I coś może ruszy dzięki temu!